18.3.15

Moja kolekcja zapachów: Yankee Candle Florals

Moja przygoda ze świecami zapachowymi zaczęła się nieco ponad rok temu. Pierwszym, który urzekł mnie totalnie był Sparkling Snow, limitowany zimowy zapach igliwia pod śniegiem. Kilka wosków zapachowych później dołączyłam do świecowego forum, zaczęłam czytać o zasadach palenia, akcesoriach, świecach innych niż Yankee Candle... Zaczęły się poszukiwania niedostępnych u nas zapachów amerykańskich i najważniejsze - tworzenie kolekcji świec, którą dzisiaj, po sprawdzeniu przeze mnie ponad 200 zapachów tworzą moje zapachowe creme de la creme. Dzisiaj opowiem o najbardziej wiosennych, tych z kategorii Floral.


1. Blue Hydrangea (zapach USA, seria Treasure) - bardzo mocny, surowy, wytrawny "zielony" zapach, jedynie odrobinę bardziej kwiatowy niż woń soków trawy. Jeśli chodzi o serię Treasure, to powracają w niej na krótki czas zapachy kiedyś wycofane ze sprzedaży. 

2. Tahitian Tiare Flower (zapach USA) - u mnie w postaci dwuknotowego tumblera z serii World's Journeys; standardowo wygląda tak. Zapach świeży, otulający, z delikatną nutą płynu do płukania. 

3. Loves Me Loves Me Not (zapach PL, wycofany) - z racji naklejki popularnie zwany stokrotkami. Nie jestem pewna, czy stokrotki w ogóle pachną, ale ten zapach określiłabym jako kwiaty świeżo rwane z łąki, jest soczysta zieleń, jest moc, ale i słodka nuta w tle. Ukochany zapach mojego M., z racji wycofania zrobiłam ogromny zapas, mam nadzieję, że nie zmęczę przed powrotem stokrotek (który mam nadzieję kiedyś nastąpi...)

4. Plumeria (zapach USA, wycofany) - jest zapachem legendarnym, właściwie niedostępnym, do niedawna mój święty Graal Yankowych polowań. Nie tak dawno, z okazji Dnia Matki (stąd "doklejka" na etykiecie) został przywrócony w bardzo ograniczonej ilości w UK i stamtąd sprowadziła go moja serdeczna koleżanka, siostra w nałogu (pozdrawiam!). Plumeria jest zapachem nie tyle kwiatowym, co perfumowo-mydlanym, z lekką cytrusową nutą w tle. Moc świecy jest niestety dość słaba, a ponieważ wolę mocne zapachy, będę musiała się nad Plumerią poznęcać i zafundować jej leżakowanie do góry dnem.



5. Stargazer Lily (zapach USA, seria Treasure) - bardzo mocna, bardzo realistycznie odwzorowana lilia. Może nasuwać cmentarne skojarzenia. Ja na szczęście takich nie mam, świeca jest tak cudowna, że zrobiłam sobie mały zapas.

6. Tulips (zapach USA) - często, bardzo trafnie, określany jako "zapach kwiaciarni". Ja też czuję w nim świeżo cięte kwiaty. Zaliczyłabym go do zapachów "zielonych" - jest bardziej perfumowy niż Blue Hydrangea i mniej słodki niż Loves Me Loves Me Not.

7. True Rose (zapach PL) - bardzo mocna, świeża, zimna róża. Zabójczo piękna.

8. Pink Hibiscus (zapach PL) - może to Was zdziwi, ale dla mnie ten zapach to... różane konfitury. Świeca ma przyzwoitą moc, ale o ile bardzo lubię ten zapach u mojej mamy (której podarowałam duży słój z okazji ubiegłorocznego Dnia Matki), bardzo rzadko palę go u siebie. Może to pokutuje moje przekonanie, że zapach domu i jego wystrój powinny być spójne, a do mojego konfitury ani rusz.

Zawsze wydawało mi się, że mam wybitnie kwiatowy gust zapachowy, jednak jak widać moje Floralsy nie są reprezentowane zbyt licznie, co na pewno nie zmieni się w najbliższym czasie, bowiem w roku 2015 do zapachów Polskich dołączy jeszcze tylko jeden kwiat - Orchidea w jesiennej linii Out of Africa. Póki co, czekamy na lada chwila dostępną kolekcję Cafe Culture. 

Jeśli macie ochotę zacząć przygodę z osławionymi już YC, serdecznie zachęcam do zakupów w sklepie cozazapach.pl oraz do dołączenia do facebookowej grupy świecomaniaków :)

M.

16.3.15

Kremy do rąk The Body Shop

Jestem absolutną maniaczką używania kremów do rąk - w moim otoczeniu zawsze utykam kilka tubek różnych kremów, aczkolwiek po latach stosowania mam swoich zdecydowanych faworytów. Do ich grona zalicza się również jeden z produktów ze stajni The Body Shop, która kremów do rąk w asortymencie ma aż cztery rodzaje, które pozwolę sobie dzisiaj krótko ocenić.


4. Poza podium ląduje najmłodszy wynalazek TBS, czyli krem oczyszczający z linii Absinth. Właściwie wszystkie żale, które wylałam w poście z 2013 r. są aktualne :) W skrócie: ma nieprzyjemny ziołowy zapach, rzadką konsystencję, słabo się wchłania, nie nawilża i klei dłonie. Yuk. Pewnie dlatego nie zdołałam w żaden sposób zmęczyć go przez dwa lata (!) i za chwilę wyląduje on w koszu na śmieci.

3. Nieco lepszy, aczkolwiek tylko odrobinę, jest krem z linii Almond, dedykowanej zresztą do pielęgnacji rąk. Podtrzymuję w tym przypadku wszystkie zarzuty poza klejeniem (ergo wchłanianie odrobię lepsze) oraz zapachem, bo migdałowa woń bardziej pieści nozdrza niż absyntowe ziele.

2. Krem z linii różanej zasadniczo przeznaczony jest do skóry dojrzałej, której nie posiadam, więc nie wypowiem się z punktu widzenia działania w tym zakresie. Ciekawostką jest dodany do kremu filtr SPF15. Co do działania - odrobinę gęstsza konsystencja znajduje odbicie w dużo lepszym działaniu nawilżającym, choć do nr 1 jeszcze daleko. Ogromnym plusem jest mocny, różany zapach kremu - jeśli oczywiście lubicie różane zapachy, których kiedyś nie znosiłam, obecnie znoszę (więc jednak starzeję się według wzorca i dobrze, że ktoś zrobił dla mnie krem na tę okazję).

1. Absolutnym i niekwestionowanym faworytem oraz stałym punktem na liście TBSowych zakupów jest u mnie krem z marychą. Nawilżający dogłębnie, wchłaniający się jak złoto, gęsty, porządny i dostępny na promocjach, gdyż nie zapominajmy, że TBS do najtańszych nie należy. Jedno ale - nie cierpię zapachu tej linii... I choć w przypadku ukochanego kremu do stóp z tej samej linii zapach nie odgrywa większej roli, tak przy kremie do rąk muszę (ś)cierpieć. I cierpię, bo dla działania warto :)


 O kremowych perypetiach spoza TBS - wkrótce :)

M.

3.3.15

Spring Boot Camp

Biorąc pod uwagę nasz polski klimat, botki to obuwie niemalże całoroczne - pomijając śnieg i upały, są idealne na każdą pogodę. W tym roku zima się nie stara, więc z nieukrywaną przyjemnością moje nowe zdobycze, upolowane z myślą o wiośnie noszę spokojnie już teraz. 

Zanim zostałam mamą każdy mój but - poza kapciami, klapkami na basen i adidasami na fitness - zakończony był wysoką szpilką. Noszę obcasy od kiedy ukończyłam nadający się do tego wiek; na pewno pewną rolę odegrał tu mój nikczemny wzrost krasnoludka... W każdym razie, wysokie obcasy odłożyłam do szafy pod koniec pierwszej ciąży, i nawet nie przypuszczałam, że przerwa potrwa kilka lat - najpierw nosiłam na rękach stopniowo przybierającego na wadze bobasa, natomiast kiedy stanął on już na własnych nogach, musiałam zwyczajnie być zawsze gotowa do ruszenia w pościg za niefrasobliwym stworzeniem. Nie wspominam już o tym, jak mało komfortowe są długie spacery lub składanie i rozkładanie wózka na 10 cm obcasach... Tej wiosny, z racji tego, że moje maluszki nieco już odrosły, nareszcie pozwoliłam sobie na nowe botki na mojej ukochanej szpilce. Z niemałym wahaniem (kolor...) najpierw zamówiłam beżowe botki Zign. Bingo! Kolor to żaden beż, a piękny taupe, idealna wysokość, wyprofilowanie, szpic. Wisienka na torcie to niby-drewniany obcas (lubię). Od razu zapragnęłam również klasycznie czarnych.



Jedyny minus tych butów to dość cienka podeszwa - pełna dyskwalifikacja jeżeli chodzi o dłuższe trasy piesze. Ale na takie ja osobiście raczej nie zakładam obcasów. Do zadań specjalnych tego rodzaju nabyłam oglądane przeze mnie przez pół roku (jak nie dłużej) botki Bronx Lune. Koniakowych botków zapragnęłam ich po obejrzeniu tego filmu, potem urzekł mnie post na blogu Sincerely Jules. Moje "luny" okazały się nieco... dziwne. Bardzo wąskie w palcach, dość luźne w pięcie, ogólnie jednak całkiem wygodne. Z całą pewnością stwierdzam, że koturna to jest to. 



Do wszystkich par noszę mojego niesamowicie pojemnego (kolejny ważny punkt dla każdej mamy!) wężowego shoppera z Mango. 



Inne przyjęte przeze mnie bezobcasowe rozwiązania to tzw. biker boots i high topy. Pierwsze bikery zz ekoskóry kupiłam za grosze w ubiegłym roku, nie będąc pewna, czy w ogóle będę nosić buty tego rodzaju - okazało się, że są niezastąpione. Jesienią poszukam bardziej solidnych. Jeśli zaś chodzi o również wypróbowane wcześniej trampki na koturnie, to doczekały się one w mojej szafie kontynuacji tematu w postaci wspomnianych ostatnio Bekettów - polecam w każdej, bardziej i mniej "dizajnerskiej" postaci.


Macie już buty na wiosnę? :)

M.
 

17.2.15

Hello there!

Ostatnie trzy miesiące obfitowały w wydarzenia różne, mniej lub bardziej szczęśliwe. W związku 
z tym, w pierwszym poście bo bardzo długiej przerwie - szybkie podsumowanie w zdjęciach.
 
So many beautiful (and not so beautiful) things happened in the past three months... In this first post after the longest break let me just give you recap of all that :)


Nareszcie udało nam się przeprowadzić "na swoje". Kocham mój dom, nawet jeśli ciągle czeka mnie wiele pracy przy wyposażaniu i urządzaniu wnętrz, szczęśliwie kierunek został już obrany.

I moved! Finally I am at my very own, very beloved place that still needs a lot of furnishing and decorating, though I feel like I am on the right track with this.


Ostatnio moim ulubionym filmem jest... Kraina Lodu, którą widziałam już chyba z 50 razy, częściowo z okazji dwutygodniowej choroby synka. Olaf wymiata. A Polska wersja językowa jest o niebo lepsza od oryginału - serdecznie polecam wszystkim, którzy nie widzieli.  

Frozen is one of the best movies EVER. I saw it like 50 times when my boy got sick and stayed at home for two long weeks. Olaf rules. Oh, and I think Polish version is so much better than the original (!)
 


Zgodnie z ubiegłoroczną maksymą, kupuję obecnie dużo mniej niż kiedyś, ale zupełnie wyprzedażom oprzeć się nie mogłam. Na zdjęciu - shopper z lekko błyszczącej nibyskóry węża. Niby zbyt wiele szczęścia w jednej torbie, ale przecież w modzie chodzi o to, by przełamywać swoje przyzwyczajenia. Po kilku tygodniach noszenia torby mogę z ulgą przyznać, że jest ona dość uniwersalna i pasuje niemal do wszystkiego w mojej szafie. 

One of my sale catches - faux snakeskin patent carryall. Seemed to be too much good packed in one bag, but hey, what is fashion about if not pushing your limits? I've had it for a couple of weeks now and imho it pairs very nicely with most items from my closet.


Zdecydowałam się założyć własną firmę. Jestem ciągle w fazie przygotowań i będę musiała poświęcić mnóstwo czasu na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik, łącznie z przygotowaniem biura.
 
I've decided to start my own company. I'm still in the preparation phase of the project, and I still need to devote a lot of time to it, including arrangements in the office.


Impreza rodzinna - mój syn niedawno skończył 4 lata, ciągle nie wierzę, że jest już taki duży :)
 
Party time! My son just turned 4, I just can't believe he is such a big guy already!


Nieustająco fascynują mnie zapachy. Najnowszy zakup to duży słój Sunlight on snow z serii YC Simply Home. Nie podobają mi się zbytnio te wazy, jednak osłonka doskonale skrywa kształt słoja. 

Passion for fragrances continues. Here is my latest purchase, big jar (vase?) of Sunlight on snow from the Yankee Candle Simply Home series. Don't really like the shape of these, but putting them in a jar sleeve covers the shape up nicely.


I oto one, moje wymarzone sneakersy! Kiedy zobaczyłam obniżkę ceny rzędu 30% po prostu nie mogłam ich nie kupić. Dotarły do mnie rano w dzień Wigilii jako najpiękniejszy prezent pod choinkę.

And here they are, my dream shoes! When the price got reduced by 30%, they became just too irresistible. Just imagine they arrived at my door on 24th Dec - best X-mas gift I could ever imagine.


Pozdrawiam niezłomnych czytelników :)

Best regards to all my readers :)

M.