15.9.14

Scent of an Apple

Ręka w górę, komu jesień kojarzy się z zapachem jabłek. Ja zaliczam się do ogromnych fanek jabłkowego aromatu i dlatego właśnie jesienią chętnie sięgam po jabłkowe woski, o których dzisiaj słów kilka.

Hands up, if you are in favor of apple scents for autumn. Personally I am their biggest fan, and it is precisely in autumn when I reach for apple scented waxes which I am going to introduce to you in a minute.



Mój ulubiony zapach z tej kategorii to Sweet Apple od Yankee Candle – słodkie, radosne, chrupiące jabłuszko. Jakkolwiek pojawił się latem, z zakupem dużego słoja czekałam do jesieni. Jego klonem jest niedostępny u nas Morning Blossoms z serii Simply Home. Nie ma jednak płakać nad mikrą dostępnością (czasami woski o tym zapachu można znaleźć na Allegro), ponieważ na mój nos, MB i SA są absolutnie identyczne. 

Stojący obok maluszka Sweet Apple Applewood Orchard jest zupełnie inny – to okadzone dymem, ciężkie, wytrawne jabłko schowane pod liśćmi. Skusiłam się na zakup pod wpływem słowa „wood”, jednak w paleniu drewna niestety nie znalazłam.

Ostatnie ze znanych mi woskowych jabłek to Sun-Ripened Apple od Wood Wick. Ja topiłam wosk, który w przypadku marki Wood Wick ma postać tabliczki o czterech kostkach. Zapach jest również bardzo podobny do Sweet Apple, jednak jest dużo bardziej intensywny. Jeśli chodzi o Wood Wickowe świece, to ich cechą szczególną jest drewniany knot , który „strzela” podczas palenia. Kto więc ma ochotę na jabłko z efektami specjalnymi, powinien koniecznie spróbować Wood Wickowego jabłka w świecy.

My absolutely favorite one is Yankee Candle Sweet Apple – truly sweet, cheerful, crunchy apple. This scent was instroduced in the summer, yet I waited with big jar until now. If for some reasons you are looking for its dupe, try Morning Blossoms from the Simply Home series. Identical to the point.
 
If it comes to Applewood Orchard, I must say I am a bit dissapointed not to be able to actually smell the wooden note suggested by the name of the scent. AO is a smokey, bitter apple, covered with fallen applewood leaves.

The last wax apple I am familiar with is Sun-Ripened Apple by Wood Wick. Tried this one as wax melt, and boy it has a really strong throw, although the scent itself is another copy of Sweet Apple. Wood Wick candles signature feature is actually the wooden wick, which „crackles as it burns”. Hence, if you are in for apple scent with special effects, you should definitely check out a candle of Sun-Ripened Apple.
  
 
 
Jeśli czujecie się skuszone jabłkowymi zapachami, Sweet Apple oraz Sun-Ripened Apple (jak również wiele innych wosków i świec, o których będę jeszcze pisać) możecie nabyć w sklepie CoZaZapach.pl z 10% rabatem na zakupy (hasło: Mojito). 

Życzę udanych zakupów :)

M.

22.8.14

Off the wishlist - Alexander McQueen Skull Scarf

Nowy sezon skłania do przejrzenia i uzupełnienia szafy. W tym roku - trochę w myśl #nicniekupię, trochę z braku zachęcających ciuchów w sklepach, trochę bo niewiele mi trzeba - nie przewiduję garderobianych rewolucji, tym bardziej, że w sezonie jesiennym pierwsze skrzypce grają u mnie dodatki...

In the new season it's so easy to fall (sic!) into a clothes-shopping mode. This year - partly due to my #notbuying resolution, partly because there is barely anything that catches my eye, partly due to the fact that I don't really need much to add to my wardrobe - I'm not going crazy with my closet. Oh, and one more thing - to me, fall season is rather about accessories...  


Jestem prawdziwym szalikoholikiem. Mam mnóstwo szalików, chust, kominów, którymi okręcam się namiętnie od wczesnej jesieni do późnej wiosny, wbrew zasadzie, że absolutnie nie powinny tego robić osoby z bujną piersią. Niedawno w mojej szalikowej kolekcji pojawiła się wisienka na torcie, czyli słynna (osławiona?) czaszasta chusta podpisana, że "Alexander McQueen". 

I'm a true scarf lover. I have tons of scarfs, shawls, snoods, which hop onto my neck in early fall to stay there until late spring, despite the fact that they simply shouldn't happen on women with rather impressive bosom. Recent addition to my collection is a (in)famous Skull Scarf "signed" by Alexander McQueen.


Co do zasady, Skull Scarf występuje w dwóch odmianach. Moja chusta zrobiona jest w 100% z jedwabiu. Nad kolorem zastanawiałam się od ponad roku (zrozum kobietę), ale kiedy zobaczyłam opcję "ciemna zieleń" przepadłam z kretesem. 

In general, there are two types of Skull Scarfs. Mine is 100% silk. I've been trying to pick a color for over a year (shame on you, woman!) but when I saw "forest green", the deal was sealed.


Co tu dużo mówić, chusta jest idealna pod względem materiału, wykonania, rozmiaru... Najbardziej jednak zachwyca sposób, w jaki układa się na szyi... Przypomina mi to miękkie, eleganckie kocie ruchy :) Nie jestem w stanie tego opisać ni sfotografować, zrzucam na karb Waszej wyobraźni, którą mogę wesprzeć zdjęciem z Instagramu.

The scarf is in fact pure perfection - as regards the material, the way it is made, the size... The most breathtaking feature to me is the way is lays on my neck... Like a cat, moving in that special soft and elegant manner :) I'm not actually able to describe or photograph this phenomenon, so let's leave it to your imagination with an Instagram clue.  

Kocham, i nie żałuję ani jednej wydanej na nią złotówki :)

I absolutely love it and I think it's worth every, ehm, cent I spent on it :)

M.

15.8.14

Rescue Squad

Na początek: wielkie dzięki za wszystkie miłe słowa powitania po powrocie :) Natychmiast zalała mnie fala radości  wynikającej z blogowania. Bardzo mocno ściskam Was wszystkich!

Nadal mam bardzo mało czasu na tzw. zajęcia dowolne, co mam nadzieję zmieni się za jakieś 6 tygodni, kiedy to przeprowadzę się do swoich własnych, wymarzonych czterech kątów! Nie da się opisać, jak bardzo nie mogę doczekać się tej chwili :) Do tego czasu wybaczcie brak regularnych postów, choć dziś właśnie przyszło mi do głowy rozwiązanie w postaci regularnych mini-postów, jak ten tu niniejszy właśnie.

Przechodząc do zagadnienia głównego - przez ostatnie kilka tygodni moja cera wariuje. Nie wiadomo skąd dopadły mnie zaskórniki, a "pociążowo" wróciła tłusta cera :( To wszystko wymagało podjęcia natychmiastowych działań ratunkowych, co skończyło się na wypróbowaniu całkiem niezłego przekroju produktów z linii, po które miałam nadzieję nie sięgać już nigdy w życiu... A oto moi wybawcy!

First of all, thank you for all the welcome-back words I saw under the last post :) It instantly reminded me of why blogging is so much fun. Big hugs to you, guys!

I am still very short of free time, which I hope is going to change in about 6 weeks, that is, after I move to my new very-own-and-beautiful place! I can't tell you how excited I am :) Until then, please forgive my irregular posting... Although today an idea crossed my mind - how about more frequent but shorter posts? Like the one you, dear reader, have in front of your eyes.

So, moving on to the subject - I must admit that my face has lately gone a little crazy. I am experiencing... blemish attack and oily skin, which returned after pregnancy :( I needed immediate help and tried a couple of products from ranges I never dreamt I would reach for... And here are my life savers!

Z drugiego planu pozdrawia Was lemur :) / Greetings from lemur :)

1. Clinique, Anti-blemish Solutions

Miniaturka, którą widać na zdjęciu pochodzi z trzyczęściowego zestawu Clinique. Z trzech części w pełnym rozmiarze zamierzam nabyć właśnie tę. Jest to świetny nawilżacz dla cery z niedoskonałościami. Nie wybłyszcza, zmiękcza i uspokaja cerę, co bardzo sobie cenię szczególnie po wieczornym oczyszczaniu twarzy.  

Bought this one as a part of Clinique miniature set, but am seriously considering only this one in full size. It is a great moisturizer for skin prone to imprefections. No shine allowed, leaves the skin soft and calm, which is paricularly nice after evening cleanse.

2. Yasumi, Clean & Fresh Silky Powder

Doskonały zastępca pudru peelingującego marki Shiseido. Próbowałam obu, wolę Yasumowy, zarówno pod względem ceny jak i działania. 

A fantastic alternative to peeling powder by Shiseido. Had an occassion to use both, prefer Yasumi both price- and effect-wise.

3. Ziaja, Pasta do oczyszczania twarzy z ekstraktem z liści manuka 
/ Cleansing paste with manuka leaves

Do codziennego zmywania twarzy. Dziwnie pachnie i ma straszliwą tendencję do włażenia pod powieki (ponadto, zostaje tam i niesamowicie drażni), ale czyni cuda - "poleruje" skórę, oczyszcza ją z naturalnych i kosmetycznych zanieczyszczeń, nie wysusza. Kocham (pamiętając o ostrożności podczas spłukiwania).

Teraz do szczęścia potrzebny mi jeszcze tylko dobry preparat punktowy...

My everyday wash. It has a funny smell and is very prone to get under your eyelids (and stay there, which is impossibly irritating) but works wonders - polishes skin, cleanses it of natural and cosmetic impurities, does not cause dryness. Love, actually (when you're careful during the rinse off).

One more thing I need to trace down is a perfect spot treatment...

Udanego weekendu i do zobaczenia wkrótce!

Have a nice weekend & see you soon!

M.

17.7.14

Something old, something new

Być może zastanawiałyście się, czemu na moim blogu od dawna nie dzieje się nic (jeśli nie, spokojnie możecie pominąć niniejszy akapit). Otóż ostatnimi czasy w moim "realnym" życiu dzieje się bardzo dużo, a że natura dąży do równowagi, niektóre sprawy zwyczajnie musiałam odłożyć w czasie, z innych zupełnie zrezygnować; po namyśle bloga postanowiłam wrzucić do pierwszej puli. Tak więc jestem - znów :) I - jak w tytule posta - od razu zapowiadam kolejne zmiany, bowiem zamierzam odtąd pisać nie tylko o kosmetykach.